Czym jest?
Asertywność. Słowo, które brzmi jak coś między nazwą suplementu diety a kolejnym hasłem z plakatu motywacyjnego. A jednak wraca jak bumerang. W trakcie sesji coachingowych, w rozmowach przy kawie, w Google’u wpisywanym o 23:47 z dopiskiem „jak być asertywnym i nie zwariować”.
Czym właściwie jest asertywność? To umiejętność jasnego i stanowczego wyrażania własnych uczuć, potrzeb, myśli bez agresji czy złości. I, co ważne, z szacunkiem dla innych. W byciu asertywnym nie chodzi o to czyje będzie na wierzchu albo kto komu mocniej przyłoży. Kluczowym jest szacunek dla siebie i twojego rozmówcy.
Asertywna osoba:
- zna swoje granice,
- komunikuje je jasno,
- bierze odpowiedzialność za swoje emocje,
- nie zarządza emocjami całego świata.
- nie musi się tłumaczyć ze swoich emocji, jeśli tego nie chce
Brzmi rozsądnie, prawda? A jednak w praktyce bywa z tym jak z próbą jazdy rowerem po lodzie.
Czym nie jest asertywność?
Tu zaczyna się zabawa, bo wokół asertywności narosło sporo mitów.
Po pierwsze: asertywność to nie agresja. Jeśli ktoś mówi „jestem asertywna, więc mówię ludziom, co o nich myślę”, to… nie. To zwykłe bycie niemiłym, tylko w nowym opakowaniu.
Po drugie: asertywność to nie egoizm. Asertywna osoba nie myśli wyłącznie o sobie. Ona po prostu przestaje myśleć wyłącznie o innych.
Po trzecie: asertywność to nie brak empatii. Możesz rozumieć cudze emocje i jednocześnie nie zgadzać się na cudze oczekiwania. Te dwie rzeczy naprawdę potrafią współistnieć.
I wreszcie: asertywność to nie bycie zawsze spokojnym. Możesz się zdenerwować, możesz się wzruszyć, możesz mówić drżącym głosem. Asertywność nie wymaga pokerowej twarzy.
Skąd bierze się brak asertywności?
Często z dobrych intencji.
Wielu z nas dorastało w przekonaniu, że:
- „nie wypada”,
- „co ludzie powiedzą”,
- „lepiej ustąpić”,
- „święty spokój jest ważniejszy”.
- "liczą na mnie"
Do tego dochodzą rodzinne wzorce, w których nagradzano grzeczność, a karano sprzeciw i własne zdanie. Jeśli jako dziecko uczyłaś się, że miłość przychodzi warunkowo, to nic dziwnego, że dziś boisz się stawiać granice.
Brak asertywności często wyrasta z:
- lęku przed odrzuceniem,
- potrzeby bycia lubianą,
- niskiego poczucia własnej wartości,
- przekonania, że konflikty niszczą relacje.
Paradoks polega na tym, że brak asertywności niszczy relacje i to całkiem skutecznie. Tylko wolniej i ciszej.
Ku asertywności!
Nie zaczynaj od czegoś na kształt deklaracji niepodległości, po prostu zacznij działać. Powoli ale konsekwentnie.
Krok pierwszy: zauważ siebie
Poznaj siebie. Zanim cokolwiek powiesz, sprawdź, co czujesz. Złość? Frustrację? Zmęczenie? Jeśli regularnie zgadzasz się „dla świętego spokoju”, to prawdopodobnie oznaka, ze już jakiś czas temu nie było zbyt różowo.
Krok drugi: nazwij swoje potrzeby
Asertywność bez kontaktu z twoimi własnymi potrzebami to pusta forma. Bez zadania sobie pytania czego chcesz będziesz brnąć w niechciane obszary. Zamiast „muszę”, spróbuj „chcę” albo „nie chcę”. Brzmi banalnie, ale działa.
Krok trzeci: mów prosto, nie długo
Nie potrzebujesz pięciu akapitów uzasadnienia. „Nie mogę dziś zostać dłużej” to pełne zdanie. Kropka. Jeśli zechcesz dodać coś jeszcze to ok, ale nie przepraszaj, nie kajaj się, nie klękaj.
Krok czwarty: bądź gotowa/ gotowy na dyskomfort
Być może ktoś się zdziwi, ktoś inny obrazi. Ale to nie znaczy, że zrobiłaś/łeś coś złego. Asertywność, zwłaszcza ta "świeża" bywa kłopotliwa w odbiorze. Dasz radę! Inni też.
Krok piąty: nie rzucaj się z motyką na słońce.
Jeśli stawisz pierwsze kroki w asertywności, to nie zaczynaj od "wygarnięcia" szefowi koncernu ;). Może na początek poćwicz coś mniejszego. Wybór filmu, weekendowe menu? Na początek może być akurat.
A na koniec – mała ironia losu
Im bardziej jesteś asertywna / asertywny, tym mniej musisz się tłumaczyć. Im rzadziej postępujesz wbrew sobie, tym częściej ludzie zaczynają cię szanować. I choć brzmi to jak tani slogan, to tak to działa.
Asertywność nie zmienia świata. Zmienia twoje miejsce w świecie. A to już całkiem sporo.
Przeczytaj również:https://maciejtruszczynski.pl/stawianie-granic/

